niedziela, 10 marca 2019

Co dziś na śniadanie? Chaplinowskie pankejki i przepis na bananowe placki śniadaniowe


Nie lubię jeść śniadań sama. Tyle się mówi o wspólnych obiadach lub kolacjach, ale o wspólnych śniadaniach wspomina się rzadko… Ostatnio jednym z moich ulubionych śniadaniowych dań są bananowe placki - ciepłe, pachnące, słodkie. Przepis podaję pod koniec dzisiejszego wpisu.

Jak podaje Judith M. Fertig, etymologia słowa breakfast – jako nazwy porannego, pierwszego w ciągu dnia posiłku – związana jest z frazą breaking the fast. Chodzi wszak o zakończenie całonocnego postu. Spośród wszystkich posiłków śniadanie – to jedzone w domu – jest bodaj najbardziej prywatnym. Jesteśmy sami lub ze współdomownikami, bez makijażu, jeszcze zaspani, może nawet wciąż w piżamie.

piątek, 8 marca 2019

„Głodnemu film na myśli”. Tematyczny numer „Kultury Popularnej”






Interesujące konferencyjne spotkanie zaowocowało lekturą, która powinna przypaść do gustu fanom filmowych kulinariów. 

Na numer „Głodnemu film na myśli” składa się kilkanaście tekstów – bardzo zróżnicowanych tematycznie: od polskich seriali, przez „Co gryzie Gilberta Grape’a?” i filmy Woody’ego Allena, po filmy kanibalistyczne. Ci, którym hasło food film kojarzy się głównie z filmami lekkimi i apetycznymi, mogą być mocno zaskoczeni. Wśród analizowanych przez autorów filmowych scen, smaczne i przyjemne fragmenty są nieliczne, a nawet jeśli się zdarzają, to szybko okazuje się, że skrywają w sobie mroczne podteksty.
Cały numer „Głodnemu film na myśli” dostępny on-line: https://kulturapopularna-online.pl/resources/html/articlesList?issueId=11388

poniedziałek, 4 marca 2019

"Mad Men" (1)

Betty w swej "naturalnej" przestrzeni

Mam taką osobistą serialową „listę hańby”. Znajdują się na niej tytuły seriali, które każdy obejrzeć powinien, a których do tej pory nie widziałam. Tym razem odhaczam „Mad Men”. Zaczynam 3. sezon, więc jeszcze sporo przede mną, ale już teraz jestem ogromnie zaskoczona, jak ważną rolę pełni w fabule jedzenie. Już wcześniej sporo o serialu słyszałam, ale jakoś nie trafiłam na analizy eksponujące obecność motywów kulinarnych. Dziwne…

„Mad Men” pokazuje kwintesencję amerykańskiej kultury konsumpcyjnej początku lat 60. – pracowników agencji reklamowej, ich rodziny oraz klientów. To świat, którego istotę wytycza wynik potyczki Kennedy-Nixon; świat, w którym za chwilę do głosu dojdzie pokolenie easy riderów, a kobiety dzielą się na te, które chcą być jak Marylin i te, które chcą być jak Jackie. To też rzeczywistość, w której za moment objawi się Julia Child. Nie sposób tu o niej nie wspomnieć, ponieważ w tkance fabuły niezwykle ważną funkcję odgrywają postaci kobiece, ukazywane nie tylko barwnie i różnorodnie (choć i stereotypowo jednocześnie, o czym jeszcze za chwilę), ale także – w procesie przemian. To o tyle interesujące, że właśnie bohaterki są w serialowej czasoprzestrzeni pokazane jako stawiające czoło rzeczywistości i podążające za nurtem społeczno-kulturowych przemian. Z kolei męskie postaci wydają się w tej rzeczywistości niejako „zasklepione” – opierają się zmianom; może ich nie rozumieją, a może właśnie rozumieją na tyle dobrze, by wiedzieć, że ich nie chcą, bo oznaczają upadek (lub co najmniej poważne zachwianie) męskiej dominacji…

niedziela, 15 października 2017

Jest!

Piątek trzynastego miałby być pechowy? Wręcz przeciwnie! 
Właśnie w piątek, 13 października, około 15.30 odebrałam przesyłkę z drukarni. A w niej - jeszcze ciepła książka "Filmy do zjedzenia. Obrazy jedzenia w kinie amerykańskim".

wtorek, 3 października 2017

Już za chwileczkę, już za momencik...

Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym miesiącu "Filmy do zjedzenia" wreszcie się zmaterializują. Projekt okładki jest gotowy, zapowiedź na stronie WN Katedra już "wisi". A ja tymczasem, na zachętę (a przynajmniej taką mam nadzieję...) proponuję kawałeczek ze wstępu.

W 1845 roku amerykański pisarz i filozof, Henry David Thoreau, postanowił przeprowadzić na sobie eksperyment. Przez ponad dwa lata żył w samotności, w lasach Walden Pond (Massauchets), powstrzymywał się od jedzenia mięsa i starał się maksymalnie ograniczyć wydatki na jedzenie. Jadł głównie to, co sam wyhodował i zebrał, a na zakupy spożywcze przeznaczał mniej niż 30 centów tygodniowo. Swoje refleksje i obserwacje – na temat sensu życia, rewolucji przemysłowej, ale też po prostu tego, co zjadał – szczegółowo spisywał. W 1854 roku ukazał się jego zbiór esejów – „Walden, czyli życie w lesie”.